piątek, 29 kwietnia 2016

Liebster Blog Award!!!



Jeeeeeeej~ zostałam nominowana! Cóż za zaszczyt :D
Spotęguje to mój ogromny powrót!   
Serdecznie dziękuje Nami za to wyróżnienie (Z całego serca zapraszam na jej bloga! Polecam i pozdrawiam Konhusia Mercury – Hudson).
               
 Nie mam zielonego pojęcia co mogę więcej napisać, więc przejdźmy już do pytań XD

1.     Co skłoniło Cię do założenia bloga?
Skłoniła mnie do tego chęć podzielenia się z innymi moimi fascynacjami, które przelewałam na papier, ale sądzę że również chęć sprawdzenia się w czymś innym niż jedynie pisanie sprawdzianów i malowanie.

2.     Co daje Ci pisanie?
Pisanie daje mi ulgę. Jest ono dla mnie możliwością wypuszczenia z siebie wszystkich emocji i pokazania tego co myślę, co odczuwam i również jest sposobem na poradzenie sobie z nierealnymi marzeniami i ogólną fascynacją tym  o czym akurat piszę. Poza tym jest to idealny sposób na oderwanie się od beznadziejnej rzeczywistości.

3.     Czy wiążesz przyszłość z tym, co robisz na blogu czy traktujesz to jako hobby?
To jest tylko i wyłącznie hobby. Żeby wiązać przyszłość z pisaniem, trzeba być WYBITNYM.

4.      Przed opublikowaniem rozdziału: Ile razy sprawdzasz poprawność tekstu?
 MILION! (i tak zawsze jest pełno błędów)

5.     Jeśli nie wiesz, jak napisać jakieś słowo: szukasz odpowiedzi w Internecie/słowniku czy używasz innego sformułowania?
Przeważnie sprawdzam w Internecie, ale jeśli się bardzo spieszę i nie mam czasu na sprawdzenie,  to używam innego sformułowania.

6.      Co liczy się dla Ciebie bardziej? Poprawność tekstu czy ciekawa fabuła? 
Jedno i drugie jest ogromnie ważne, ale jeśli muszę wybrać to decyduję się na poprawność (czyli to czego najbardziej mi brakuje). Raz czytałam opowiadanie, które miało niesamowitą fabułę, ale było tak dramatycznie napisane, że szybko się poddałam.

7.      Czym, oprócz prowadzenia bloga, się interesujesz?
Muzyką! Jeśli zakocham się w jakimś nowym zespole, to świata poza nim nie widzę! Zbieram jeszcze na gitarę basową i podręczniki do nauki gry, więc muzyka zajmuje ważne miejsce w moim życiu. Do tego jeszcze dochodzi malowanie.

8.      Masz jakieś konkretne plany na przyszłość?
Chcę zostać nauczycielem biologii albo psychologiem. Czuję wewnętrzną potrzebę pomagania ludziom, a jak to nie wypali, to zostanę sławna XD

9.      Ile znasz języków obcych? Jakie to języki?
Yyyy… (nie)znam trzy języki --> uczyłam/uczę się trzech języków:  angielski, francuski i niemiecki.

10.  Co jest Twoją inspiracją do pisania?
Piosenki, wydarzenia z życia codziennego, ale przede wszystkim moje pragnienia i marzenia połączone z emocjami towarzyszącymi mi przy pisaniu.

11.   Masz jakieś zwierze? 
Brat się liczy?


NOMINUJĘ:

Nie ma  nikogo więcej, ponieważ nie spotkałam się w ostatnim czasie z jakimiś dobrymi blogami, które darzyłabym sympatią.

 Moje pytanka:

1. Dlaczego piszesz bloga z opowiadaniami?
2. Piszesz od razu na komputerze, czy wcześniej robisz to na kartce?
3. Co daje Ci natchnienie i kopa do pisania?
4. Nie jesteś pewna jak coś napisać, sprawdzasz pisownię czy liczysz na szczęście?
5. Ile razy sprawdzasz swoje prace przed opublikowaniem?
6. Wolisz kiedy w opowiadaniu jest wiele postaci, czy tylko „główna grupka”?
7. Co najbardziej Cię denerwuje w prowadzeniu bloga?
8. Jakie masz zainteresowania?
9. Wolisz pióro, długopis czy ołówek i  dlaczego?
10. Masz możliwość spędzenia jednego dnia z dowolną osobą (nawet jeśli odeszła już z naszego świata). Kto to będzie i dlaczego?
11. Jaka jest Twoja ulubiona piosenka?

      

  „Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz je o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."

sobota, 19 marca 2016

"The Show Must Go On" - Prolog



     Smutny, wiecznie płaczący Londyn. Tak idealnie oddający wygląd mojej duszy. Szarej, smutnej, ponurej, zimnej. Mimo to się śmieję! Każdego dnia! Perlistym i sztucznym śmiechem. Udaję przed ludźmi szczęśliwego człowieka. Bawię się każdego wieczoru w najlepszych klubach, słucham wesołych piosenek, farbuję włosy na ekscentryczne kolory, bo przecież tak robią szczęśliwi ludzie. Jednak moje włosy są szare… tak samo jak moja dusza.

Wszyscy ludzie się nabierają. Prawie wszyscy… Wszyscy, tylko nie ON. Jego wielkie brązowe oczy przeszywają mnie na wskroś. Nigdy nie daje się oszukać, a jego głównym celem jest  wywołanie u mnie prawdziwego uśmiechu.


~~*~~

     
     Muzyka głośno dudniła. Dopiłam kolejnego drinka. Alkohol coraz bardziej uderzał mi do głowy. W klubie nie było żadnego porządnego faceta, więc stwierdziła, że zajmę się płcią piękną. Procenty potrafią zmienić człowieka.


Zobaczyłam bardzo ładną brunetkę, więc chwiejnym krokiem weszłam na parkiet i zawirowałam w chaotycznym tańcu. Wszystko się kręciło, a różnokolorowe światła nieznośnie migały, jednak to mi nie przeszkadzało. Zaczęłam tańczyć przy mojej zdobyczy, dając jej do zrozumienia jakie mam plany wobec niej. Dziewczyna okazała się bardzo chętna i upita.

W ten oto sposób po kilku minutach tańczenia zaczęłyśmy ocierać się o siebie i obmacywać. Nasze usta złączały się w namiętnych pocałunkach. W dole brzucha zaczęłam odczuwać rozkoszne mrowienie, a między udami wilgoć. Wszystko dookoła przestało się liczyć, ważne było tylko ciepło jej ciała i moja żądza.


Kiedy szalona muzyka zmieniła rytm miałam przebłysk trzeźwego myślenia i niepokoju. Jednak alkohol nie pozwolił na to, aby ten stan długo trwał. Powróciłam do gorących ust nieznajomej i delikatnie włożyłam dłoń w jej spodnie. Cicho jęknęła.


    W tym momencie wszystko się skończyło. Poczułam jak czyjeś silne ramiona odciągają mnie od mojej wybranki i ciągną w nieznanym mi kierunku. Świat znów zaczął wirować, a światła nieprzyjemnie razić. Nieznany osobnik mocniej mną szarpnął. Cholernie cuchnął. Chciałam się wyrwać, ale nie dałam rady. Trzeźwy przebłysk sprawił, że dotarło do mnie co zaraz nastąpi. Serce mi szybciej zabiło, a gardło ścisnął strach.

- Ej kolego! Zostaw mnie! – wybełkotałam i spróbowałam się wyrwać z jego śmierdzących ramion. Nie udało się.

- Nie wierć się mała, pobawimy się trochę. – wysyczał mi do ucha. Czułam jego parszywy oddech. Znowu się szarpnęłam, jednak byłam zbyt pijana, a on zbyt silny. Światła niesamowicie biły po oczach uniemożliwiając mi dostrzeżenie twarzy oprawcy.

- Nie chcę! – wypiszczałam zrozpaczona, ale nic to nie pomogło. Zacisnął tylko mocniej dłonie na moich ramionach, sprawiając tym duży ból. Nie wiem dlaczego, ale w tamtej chwili pomyślałam o tym jakie ogromne będę miała siniaki, a przecież to nie była najgorsza z rzeczy, które miały spotkać moje ciało.

- Mój drogi nie słyszysz, że ta pani nie chce iść z tobą? – do moich uszu doszedł głos jakiegoś mężczyzny, jednak nie mogłam go dopasować do nikogo mi znanego. Mój oprawca wypuścił mnie ze swych żelaznych objęć, zatoczyłam się i najprawdopodobniej skończyłabym na podłodze, gdyby nie wybawca, który złapał mnie w odpowiednim momencie.


Poznałam jego zapach. Na myśl o tym, że nie mogłam zidentyfikować jego głosu, a rozpoznałam go po zapachu głośno się roześmiałam. Objął mnie ramieniem i docisnął do klatki piersiowej. Jęknęłam z bólem kiedy zacisnął dłoń na pokiereszowanych ramionach. Chciałam zobaczyć twarz zboczeńca, który usiłował zabawić się moim ciałem, ale alkohol w organizmie, dzikie światła i dym uniemożliwiały mi to. Zauważyłam tylko jego palec wycelowany w moją osobę.

- Masz szczęście głupia suko, bo gdyby nie ten rozmiękły chuj, już byłabyś jeb… - wylądowałam boleśnie na twardej posadzce, a obleśny facet zataczał się wyjąc z bólu i obiema rękami trzymając się za nos.


Mój rycerz rozmasował sobie dłoń po czym podniósł mnie i wziął na ręce. Przymknęłam oczy i zaczęłam rozkoszować się jego naturalnym zapachem zmieszanym z wonią tytoniu i niesamowicie pięknymi perfumami. Tylko alkohol psuł tą piękną mieszankę.

Szedł stosunkowo spokojnym krokiem, ale oddech miał przyspieszony, a serce mocno mu biło.

     
    Usłyszałam jeszcze tylko jak mówi do kogoś jakieś słowa pożegnania i wszystko ucichło. Bębniąca muzyka umilkła, poczułam powiew świeżego, chłodnego powietrza. Rozchyliłam powieki i popatrzyłam na niego. Było ciemno, tylko co jakiś czas kiedy mijaliśmy latarnię mogłam dokładniej mu się przyglądnąć. Miał lekko rozchylone usta i wzrok wbity w jakiś bliżej nieokreślony punkt na horyzoncie.

- A ja lubię twoje zęby. – wybełkotałam i ziewnęłam. Popatrzył na mnie z góry i uśmiechnął się lekko.

- Jak wrócimy do domu to będziesz się ze mną kochał? – tym razem nawet na mnie nie spojrzał, tylko wyszeptał:

- Ty już lepiej śpij. – warknęłam coś niemiłego pod nosem i wtuliłam się w niego.

- Zaśpiewaj mi coś. – powiedziałam ziewając. Pokręcił głową w geście zrezygnowania i zaczął nucić moją ulubiona melodię. Zamknęłam oczy, ziewnęłam jeszcze raz i odpłynęłam. 





Dodam jeszcze po jednym rozdziale z tego opowiadania i poprzedniego, żebyście mogli zdecydować, które bardziej wolicie, żebym kontynuowała ^^

sobota, 5 marca 2016

NOWE ŻYCIE - Sex, drugs & rock n' roll!!! ~Rozdział 1



    Odkąd pamiętam nienawidziłam niedzieli. Kojarzyła mi się z końcem weekendu, powrotem do patologicznej szkoły i przymusem pójścia do kościoła. Tak samo było teraz, jedyny plus był taki, że nie musiałam iść na drugi dzień do budy.
      
    Siedziałam w kościelnej ławce, w jednym z pierwszych rzędów, wciśnięta między moją babcię i jej przyjaciółkę. Co chwilę słyszałam docinki na temat mojego wyglądu. Miałam serdecznie dość, a to moja koszulka nie tak, a to włosy jak u pani spod latarni, a to coś tam jeszcze. Fałszywe purchawy. Tu święte rączki składały, a na boku mieszały każdego z błotem. Najchętniej wyszłabym stamtąd i zamknęła się w swoim pokoju, słuchając muzyki… ale obiecałam mamie, że będę miła dla babci i będę „grzeczną dziewczynką”. Minuty podczas których czekałam na rozpoczęcie się show dłużyły mi się niemiłosiernie, ale cała horda moherów bardzo starała się umilić mi czas. Dowiedziałam się od nich kilku ciekawych rzeczy na mój temat, o których nie miałam pojęcia.
    
     Na kazaniu chciałam umrzeć! Ksiądz wygłaszał z ambony przemowę na temat młodzieży, tego jaka ona jest zła , co z nami zrobiła współczesna muzyka i inne takie pierdoły. Słysząc to doszłam do wniosku, że według księży najlepiej byłoby gdybyśmy nie istnieli, albo całe swoje życie poświęcili na chodzenie w habitach i modlitwach. To już popełnienie samobójstwa wydawało się lepsza opcją… w tamtym momencie w ręcz wybawieniem.
Postanowiłam się wyłączyć, może nawet zasnąć, dlatego skupiłam swoje myśli na niedawno poznanym chłopaku. Moje życie towarzyskie było na poziomie zerowym, a obcowanie z płcią przeciwną  na minusowym, więc jak już miałam okazję poznać jakiegoś samca to bardzo to „przeżywałam”… i to jakiego samca. Był przystojnym Mulatem z burzą czarnych loków. Grał na gitarze elektrycznej w rockowym zespole, z którego w zasadzie znałam tylko jego. Słyszałam kilka ich kawałków i muszę przyznać, że bardzo mi się spodobały chociaż nie do końca były w moim guście. Niedawno wydali płytę i osiągnęli to o czym tak bardzo marzyli – sławę. Jedno jest pewne, Slash miał tabuny fanek, które dałyby się pociąć za rozmowę z nim, a ja go poznałam wpadając na niego przed biurowcem mojej mamy, kiedy wybiegałam z niego wkurzona i zalałam go moją mrożoną kawą. Nie miałam pojęcia kim był i jakoś tak się złożyło, że kontakt nam się nie urwał, nawiązaliśmy przyjacielską więź i prawie każdy dzień spędzaliśmy razem. Może nie każdy, co trzeci. Był moją jedyną rozrywką w tamte wakacje , jak już wcześniej wspominałam nie miałam znajomych, nie chodziłam na imprezy. Prowadziłam cichy tryb życia, ale Slash powoli zaczynał wywracać to do góry nogami.
    
     Z mojego zamyślenia wyrwał mnie głośny trzask. Zauważyłam poruszenie wśród stada babć, więc odwróciłam się w stronę źródła hałasu, którym było wejście do kościoła. Czułam jak serce mi zamiera na chwilę, żeby po paru sekundach zacząć dziko galopować. W wejściu do świątyni stał obiekt moich przemyśleń i energetycznie rozglądał się po wnętrzu pomieszczenia, wprawiając tym swoją czuprynę w falowanie. Po chwili zatrzymał swoje spojrzenie na mnie (chyba, ciężko określić przez włosy zasłaniające twarz) i szeroko się uśmiechnął. Ksiądz zamilkł (może Bóg jednak istnieje i ma nas w swojej opiece), a babcia rzuciła mi zabójcze spojrzenie.
  
     Nie miałam pojęcia jak zareagować, więc po prostu wzruszyłam ramionami udając że nie znam tego osobnika. Tymczasem Slash zmierzał w moim kierunku, a ja miałam kompletną pustkę w głowie. Byłam całkowicie wpatrzona w niego.  Wyciągnął do mnie rękę i tak stał z wielkim uśmiechem na ustach. Słyszałam szmery wokoło i o dziwo babcia nic nie gadała. Chyba patrzyła tępo w jego dłoń tak jak ja. Wbrew swojej woli chwyciłam ją i zostałam wyciągnięta z ławki. Szarpnął mnie w stronę wyjścia, a ja jak robot poszła za nim. W głowie miałam tylko jego postać i to jakie będę miała później piekło za ten wybryk.
   
     W momencie kiedy uderzył mnie w twarz powiew świeżego, letniego powietrza i zapach jego włosów, które musnęły mój policzek wprawione w ruch przez wiatr, zauważyłam jaki ten dzień jest piękny. Ptaki śpiewały, słońce cudownie przygrzewało, a ja właśnie stawałam się wolna. Głośno się zaśmiała i pobiegłam przed siebie mocno ściskając jego dłoń. Przez chwilę widziałam jego zdziwioną minę, ale nie przejmowałam się tym i w podskokach zmierzałam do samochodu z którego wydobywała się głośna muzyka i krzyki kłótni. Nie wiedziałam kto tam siedzi, ale byłam w stu procentach pewna, że to towarzystwo Slasha. Jednak zapomniałam o jednym drobnym szczególe. Mojej babci.
- Anastasio Knight co Ty wyprawiasz? – gwałtownie się zatrzymałam, a Slash lekko wpadł we mnie. Znowu ta odpowiedzialna część mojego umysłu mówiła mi, że robię głupotę,  że powinnam skruszona wrócić do ławki i błagać Boga o przebaczenie. Ale cichy głos mojego towarzysza wyklinający coś pod nosem przywrócił mi zimną krewa. Odwróciłam się gwałtownie i spojrzałam babci w oczy.
- Jak ty się zachowujesz, co to ma znaczyć? Kim w ogóle on jest? Wygląda jak bezdomny! ON JEST CZARNY?! – ostatnie słowa przyczyniły się do zamordowania mojej rozsądnej części umysłu. Slash stał, nie odzywał się i nic nie robił, dając mi pole do popisu. Nienawidziłam rasistów i homofobów.

- Tak babciu. Jest czarny i regularnie z nim sypiam. – Mówiąc to rozpięłam stanik pod koszulką, zdjęłam ramiączka przez rękawy i rzuciłam nim gdzieś na bok. Potargałam rajtki i chwyciłam za rękę śmiejącego się pod nosem gitarzystę.

- Sex, drugs & rock n' roll!!! – wykrzyczałam i zostawiając osłupiałą babcię za sobą, pobiegłam do samochodu pełnego rozwrzeszczanych postaci.





niedziela, 14 września 2014

Prolog. Moje życie umarło. Nana.

  Pamiętam ten dzień. Były to moje urodziny. 

  Dzień w którym umarło moje życie... Dzień w którym Ty umarłeś.

  Po nagraniach dowiedziałam się że wywiad dla gazety jest odwołany i że mogę wracać do pokoju.

  Siedziałam tam i patrzyłam jak pada deszcz. Czekałam na przyjazd Hachi, Yasu i całej reszty. Kiedy wreszcie zadzwonił dzwonek do drzwi zabroniono mi ich otwierać. Wszyscy dziwnie się zachowywali. Usłyszałam głos Yasu. Rozradowana pobiegłam do drzwi, ale widok był szokujący. Wszyscy płakali. Zapytałam o co chodzi i dowiedziałam się tego... Dowiedziałam się że nie żyjesz.

  I w ten o to sposób zdałam sobie sprawę że zginęło moje życie.


 Ogarnęła mnie przeraźliwa pustka... nie dałam rady płakać. Nie chciałam jechać na identyfikację zwłok, na Twój pogrzeb... Dopiero kiedy Yasu powiedział że to ostatnia szansa... opamiętałam się. 


  Już nigdy Cię nie zobaczę... nigdy... moje życie umarło.


  Całe Twoje ciało było zmasakrowane. Ochroniłeś tylko swoje ręce... tak cenne dla gitarzysty...  tak cenne dla mnie. 


  Moje życie umarło...


  Nie byłam w stanie powiedzieć czy to Ty. Z Twojej twarzy nic nie zostało... z Twojego ciała... Tylko nienaruszone ręce...


 Moje życie umarło.


 Jednak serce mi podpowiadało, że to Ty. Świat runął mi na głowę. 


 Moja życie umarło!  

  
 Pogrzeb był jak każdy inny... Wszyscy przyszli. BLAST,  TRAPNEST... Hachi... cały czas płakała. Ja nie potrafiłam. Po pogrzebie wróciłam do pokoju. 

Chciałam iść do Ciebie.  

 Chciałam się zabić, ale Yasu jak zawsze przyszedł w porę... Od tamtej chwili ktoś przez cały czas przy mnie był... pilnował mnie, uniemożliwiał mi spotkanie z Tobą! Po jakimś czasie przestali przy mnie siedzieć. Zaczęli prowadzić normalny tryb życia. Chodzić do pracy... a ja? A ja nie potrafiłam. Nie wychodziłam z pokoju... Nie jadłam. Schudłam. Nie dałam rady jeść... Bez Ciebie czułam się taka samotna. Wszyscy gdzieś poszli. Wzięłam gitarę, papierosy i trochę pieniędzy. Wyszłam. Po prostu wyszłam. Tak jak było rok wcześnie kupiłam bilet w jedną stronę. Odeszłam bez słowa. Spaliłam za sobą mosty. Było to dla mnie bardzo bolesne... zostawić wszystkich... zostawić Hachi. 
 
 Moje życie umarło! REN NIE ŻYJE!!!


 ~*~


Jestem zafascynowana anime i mangą Nana. Zakończenie, a tak właściwie nie zakończenie, bardzo mnie nie zadowoliło wiec musiałam coś o tym napisać. Przepraszam za brak przecinków ale nie potrafię ich wstawiać. Przepraszam że nie komentuję na waszych blogach, ale nie mam czasu, żeby nie było!!! Notki czytam!!!


wtorek, 12 sierpnia 2014

"Miłośc nie wybiera" - ROZDZIAŁ 3

 ~Myśli Momo~    

~*~

    Wpadłam do domu jak burza. Ogarnęła mnie dzika złość i furia. Nie panowałam nad sobą. Trzasnęłam z całej siły drzwiami. Chwyciłam się za głowę. Przepełniała mnie czysta nienawiść. Nienawiść do samej siebie. Chwyciłam wazon z kwiatami i rzuciłam nim o ścianę. Szkło wbiło mi się w ręce. Nie czułam bólu, ale mimo to zapłakałam. Zapłakałam nad swoją głupotą. Nagle cała wściekłość ustąpiła miejsca bezradności. Bezradności i smutkowi. Usiadłam na łóżku i gorzko płakałam. Słone łzy spływały na moje, pokaleczone ręce przez co ból zaczął być coraz bardziej odczuwalny. Słyszałam jak mama dobija się do drzwi mojego pokoju. Mówiła coś, ale nie wiem co. Nie słuchałam. Chciałam mieć tylko spokój. 
- Zostaw mnie w spokoju! - ryknęłam. Nawoływania ustały, a ja położyłam się na łóżku. Ręce cholernie bolały, ale nie miałam ochoty i sił ich opatrywać. Byłam zła na siebie. Na swoją głupotę. Poniosło mnie. Przecież on był ode mnie starszy! Był moim nauczycielem, a ja jak głupia blondynka zakochałam się w nim i dałam się ponieść emocjom. Ktoś kiedyś powiedział, że miłość nie wybiera... 
Czułam jak ogarnia mnie przyjemne odrętwienie. Morfeusz zabierał mnie na swój rejs do krainy marzeń.

~*~ 

    Śniły mi się koszmary. Straszne koszmary. 
Szłam ulicami Konohy, a wszyscy mieszkańcy gapili się na mnie i zmieniali się w kościste potwory. Wytykali mnie gnijącymi palcami. Krzyczeli na mnie, nazywali mnie potworem, popychali, uderzali. Wśród nich widziałam moich przyjaciół. Naruto, Sakura, Kakashi. Każdy ze mnie kpił. Bolało, tak cholernie bolało. Chciałam podbiec do Kakashiego i go przytulić, błagać żeby przestał, ale on za każdym razem mnie odpychał. Naruto i Sakura tak samo. Za którymś razem zostałam uderzona. Mimo że to był sen, to bolało realistycznie. Miałam już dość. Usiadłam na ziemi i zaczęłam płakać. Znowu płakać. Kiedy wszystkie maszkary zaczęły zbliżać się do mnie, ja zaczęłam krzyczeć i wtedy się obudziłam.

~*~ 

     Obudziłam się na pewno nie tam gdzie zasnęłam. Zasnęłam w MOIM ŁÓŻKU, a obudziłam się NIE W MOIM ŁÓŻU, tylko W LESIE, W ŚPIWORZE!!! ~ Co jest do kurwy nędzy?!~ Chciałam złożyć dłonie w pięści, ale nie dałam rady. Podstawiłam sobie dłonie przed oczy i zobaczyłam że mam je solidnie opatrzone i zabandażowane. Nie przeczę, mocno się zdziwiłam, no bo KTO KOGOŚ PORYWA I TEGO KOGOŚ OPATRUJE??!! Szybko  podniosłam się do siadu, ale równie szybko zostałam z powrotem zepchnięta na śpiwór. Spojrzałam w stronę z której powędrowała ręka. ZATKAŁO MNIE. Siedziała tam ruda małpa z CAŁYM ryjem w kolczykach! Z niedowierzania rozszerzyłam oczy. 
- Stary, gdzieżeś se to zrobił? Ja miałam problem ze znalezieniem studia gdzie mi przebiją ucho przy chrząstce, a ty masz całą facjatę w żelastwie!!! Weź że daj cynka! - zrobiłam oczka jak kot ze Shreka.
- Momoko Zekuro? - zpytał. Ton miał taki, że można było se oko wydłubać. Zrobiłam minę: spierdalaj, mam focha i rzuciłam w niego nienawistnym spojrzeniem. Dopiero wtedy zauważyłam że ten ziom ma na sobie płaszcz Akatsuki. Dostałam palpitacji serca, ale ja i moja duma nie pozwoliła na pokazanie tego. Zrobiłam bojową minę, 
- A bo co? - warknęłam 
- Zapytam jeszcze raz. Momoko Zekuro? - uuuuuu... dziadziuś się wkurzył, więc trzeba być dobrą dziewczynką. 
- Owszem. Czego chcesz? - heh... miła jak zawsze. 
- Jestem liderem organizacji przestępczej Akatsuki - zaczął swój wywód. 
- Zdążyłam zauważyć - bąknęłam pod nosem, a on to zignorował... 
- Natomiast ty jesteś ciekawym okazem, który chce mieć w swoich szeregach - w tym momencie zakrztusiłam się własną śliną, ale liderek posłał mi łupniaka w plecy i przeszło.  
- Miałabym zdradzić wioskę? - wychrypiłam wściekle. 
-  Nie zdradzić tylko opuścić. 
- Jak zwał tak zwał - ponownie olał to co powiedziałam. 
- Doskonale wiesz, że masz w sobie demona, Okami - ~To tak on się nazywał!~ - Konoha nie pomoże ci w opanowaniu jego mocy, a ja owszem. - Spojrzał na mnie znacząco. Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. Z jednej strony czułam że powinnam z nim pójść, zdobyć potężną moc i zemścić się ma tych gnojach z Konohy, którzy mnie wyśmiewali, a z drugiej strony nie wyobrażałam sobie życia bez Wioski Liścia. Bez Narto, Sakury i bez NIEGO. Czułam się rozdarta na dwie części. Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. Rudzielec jakby czytając w moich myślach powiedział: 
- Prawda jest taka, że powinnaś pójść ze mną. W wiosce nikt i nic cię nie trzyma. Jesteś tam tylko dla niego, a on i tak cię nie pokocha. Nie wie jak cierpisz. Nie zna twojego bólu, więc nie odwzajemni twoich uczuć. Wybór należy do ciebie. Masz kilka tygodni na zastanowienie się. Kiedy przyjdzie pora przyjdziemy po ciebie. Nikomu masz nie mówić o naszym spotkaniu, inaczej bez zastanowienia zabije twoich bliskich, a potem ciebie - to powiedziawszy podszedł do mnie i uderzył mnie w kark. Film się urwał. 

~*~   

    Tym razem nic mi się nie śniło. Całkowita pustka, tylko od czasu do czasu ciszę przerywał potworny ryk. 

    Obudziłam się pod jakimiś drzwiami. Łeb bolał mnie niemiłosiernie. Usiłowałam się podnieść, ale zamiast wstać zaryłam czerepem, jak podejrzewam, w drzwi. 
- Kurwa - warknęłam. Zrezygnowana, padłam na glebę. Zastanawiałam się nad propozycją tego rudego psychopaty i nad tym gdzie jestem. Po kilku minutach spędzonych sam na sam ze swoimi psychopatycznymi myślami usłyszałam zgrzyt otwieranych drzwi. Poczułam się szczęśliwa jak kucyk w tęczowej krainie kredek. Popatrzyłam w stronę mojego wybawcy. Jedna myśl: KURWA. 
- Momo? Co tu robisz? 

~~*~~  
   
    Wszem i wobec ogłaszam że powróciłam ^^ ktoś w ogóle za mną tęsknił? Hehe... rozdział beznadziejny, z resztą jak zawsze ^^ Pisany na szybko i bez przemyślenia!!! Nie miałam pojęcia jak wprowadzić Akatsuki, więc poradziłam się specjalisty od Akasiów, wszechmocnej KATYATO! Ta mi powiedziała żebym ich wprowadziła kominem, albo oknem bo drzwi i tak rozjebią ^^  Katyato kocham Cię :*******